Blog

Tłuszczowa fobia – skąd się wzięła i czy (nie) jest słuszna?


Nakreślę dziś historię o tym co doprowadziło do sytuacji, że produkty „light” zdominowały sklepy i nasze umysły. Będzie to w zasadzie przełożenie na nasz ojczysty język fragmentu książki „Ketogenic Bible” Dr. Jacoba Wilsona & Ryan’a Lowery. Dlaczego akutat na podstawie tej książki? Ponieważ autorzy są z USA, czyli z miejsca gdzie tak naprawdę wszystko się zaczęło.

 

W zasadzie to taki pierwszy sygnał pochodził z Rosji, gdzie we wczesnych latach 1900 patolog Nikolaj Anitschkow wysuwa hipotezę, że zakrzepy tętnicze są kluczowym czynnikiem zawałów serca. Na podstawie jego teorii i badań znaleźli się inni:

* 1916 Bailey – zwrócono uwagę, że spożycie dużych ilości cholesterolu może przyczyniać się rozwoju miażdżycy.

W tym miejscu pojawia się pan Ancel Keys, który miał odegrać jedną z głównych ról w tłuszczowym spektaklu. We wczesnych latach 50-tych dwudziestego wieku dokonał on ciekawego odkrycia – podawał obiektom badań 3g cholesterolu/dzień co odpowiadało zjedzeniu 16 jajek. Co się okazało? Dziwnym trafem ten zły cholesterol z pożywienia nie chciał podnosić poziomu cholesterolu we krwii. Ale głupi ten cholesterol…a może to są dwie różne rzeczy? Cóż, później było jeszcze więcej badań na ten temat, po których naukowcy dochodzili do podobnych wniosków.
Jednak ciągły wzrost liczby zawałów serca powodował, że musiał znaleźć się winny. Pewnie już się domyślacie kto miał nim zostać? Tak – tłuszcz.

* 1952-1953 – Ten sam pan Keys, który rozjaśnił trochę temat cholesterolu, tym razem skupił się stricte na tłuszczu łącząc jego spożycie z zawałami serca. Można powiedzieć, że zasiał ziarnko niezgody, które niebawem miało wykiełkować w postaci tłuszczowej fobii trwającej dekady. Publikuje „Artherosclerosis: Problem in Newer Public Health” gdzie połączył spożycie tłuszczu z ilością ofiar śmiertelnych zawałów serca. Jednak nie wszyscy byli pelikanami, którzy łykną wszystko, więc pojawiły się wątpliwości a ich ucieleśnieniem był brytyjski lekarz sir George Pickering. Rzucił on Keysowi wyzwanie aby udowodnił swoją hipotezę. Keys podjął rękawice i tak porównano dane z 6 krajów: USA, Kanada, Australia, Anglia, Włochy, Japonia. W USA spożycie tłuszczu było największe, jak i liczba zgonów spowodowanych zawałami serca. W Japoni sytuacja była dokładnie odwrotna. Pasowało? Pasowało.
Czy aby na pewno?

* 1955 – Prezydent USA Dwight Eisenhower doznaje swojego pierwszego ataku serca w wieku 64 lat, co spowodowało znaczący wzrost zainteresowania tematem żywienia ze strony rządu.

* 1957 – Jacob Yerushalmy & Herman Hilleboe odnoszą się do sprawozdania Keysa publikując dane dotyczące nie 6, a 22 krajów. Co się okazało? Że NIE ma związku między spożyciem tłuszczu a występowaniem zawałów serca. Dla przykładu: w Finlandii i Meksyku spożycie tłuszczu było na podobnym poziomie a to Meksykanie cieszyli się ponad 20-krotnie MNIEJSZĄ ilością ofiar niż miało to miejsce u Finów. Mało tego, panowie Jacob i Herman doszli do wniosku, że ludzie z krajów, których dieta jest bogatsza w tłuszcze żyją… DŁUŻEJ! Co ciekawe jedyną korelacją łączącą wszystkie przypadki śmiertelne było spożyci węglowodanów (szok?).


Jaki z tego wniosek?


Ano taki, że jeśli występuje powiązanie jakichś rzeczy (spożycie tłuszczu – atak serca) to jeszcze NIE oznacza, że dana rzecz jest PRZYCZYNĄ (!). To jest bardzo istotne! Dlaczego? Bo właśnie w ten sposób wytworzyły się (i dalej tworzą) kolejne mity, z którymi będę walczyć na łamach tej strony. Swoją drogą na szczęście nie jest to już walka z wiatrakami, ponieważ świadomość społeczeństwa jest coraz większa. W Polsce mamy wielu wspaniałych ludzi, którzy również „kruszą beton”. Powstają kolejne, nowe profile, na których obnażane są kłamstwa i półprawdy powtarzane jak mantra przez lata. Takie inicjatywy są potrzebne aby edukować ludzi pokazując inne perspektywy. Dlatego jeżeli widzicie profile „trenerów personalnych i fit-dietetyków”, u których znajdziecie jedynie fotki na napince – cóż…wiecie o co mi chodzi.

Wracając do tematu:

Autorzy książki podają genialny przykład manipulacji przyczynowo skutkowej, oto i on: ilość morderstw jest ściśle powiązana ze wzrostem sprzedaży lodów (hipoteza). Trend sprzedaży lodów rośnie w lato, bo wiadomo jest ciepło to fajnie się ochłodzić – ludzie kupują więcej lodów niż w zimę. Tak się składa, że w letnie miesiące również wzrasta… ilość morderstw (jest korelacja). Czy to znaczy, że w lodach jest jakiś tajemniczy związek X budzący w nas demony, których szepty popychają do złych rzeczy jak w Atlasie Chmur? No jasne, że nie. Dlatego jeśli ktoś chce udowodnić swoją rację i szuka badania potwierdzającego jego zdanie często dopuszczając się tzw. „cherry pickingu” – warto przeczytać trochę więcej niż sam tytuł takiego sprawozdania bo być może to super naukowe badanie było zrealizowane na podobnej zasadzie co przykład z lodami.



Niestety pan Keys nie dawał za wygraną i zestawił dane dla 7 państw (USA, Japonia + kraje europejskie) łącząc ilość zawałów z ilością spożywanego tłuszczu, ale uwaga, tym razem…nasyconego (masło, mięso, itp.). Przy wyborze „sprzymierzeńców” swojej teorii nie był do końca obiektywny, ponieważ wybrał te kraje, które popierały jego hipotezę – Jugosławia, Finlandia, Włochy. Odrzucił natomiast Francję, Szwajcarię, Szwecję oraz Niemcy zachodnie. Dlaczego je odrzucił? Bo w tych krajach ludzie spożywali spore ilości tłuszczu a wskaźnik zawałów nie był zbyt wysoki, więc po co miał brać takie państwa pod uwagę? Niestety ten sławny raport nazwany „Seven Countries Study” spowodował, że Amerykanie zaczęli wierzyć, że tłuszcz jest zły.

* 1961 – Keys publikuje na łamach American Heart Association pierwszy przewodnik żywieniowy, w którym było zalecenie ograniczenia spożycia tłuszczu.

* 1977 – Mark Hegsted wbija ostatni gwóźdź do tłuszczowej trumny przekonując senatora George’a McGoverna – grubej ryby w senackim komitecie zajmującym się sprawami jedzenia (Committee on Nutrition and Human Needs) do wprowadzenia w oficjalne zalecenia żywieniowe USA („Dietetary Goals for the United States”) ograniczenia spożycia tłuszczu.

Tak to się zaczęło, a skutki tych działań odczuwamy do dziś. Na szczęście ten mit został już obalony a świadomość ludzi rośnie. Wiemy już, że tłuszcz nie jest naszym wrogiem, a wręcz przeciwnie. Odpowiednio wkomponowany w dietę będzie jednym z kluczowych elementów gwarantujących zdrowie i dobrą sylwetkę.

Dodaj komentarz

Udostępnij

O mnie

Pasjonat i praktyk dietetyki oraz medycyny funkcjonalnej. Ekspert Biohackingu. Absolwent Politechniki Śląskiej na kierunku Automatyki i Robotyki.

Newsletter

Facebook